Mozart wyszedł na ulice Gdańska. Jak zainteresować ludzi kulturą i sprawić, by historia znów stała się żywa
Czasami najlepsza lekcja historii nie zaczyna się w szkolnej ławce. Nie potrzeba tablicy, podręcznika ani sprawdzianu. Wystarczy wyjść na ulicę miasta i nagle spotkać ludzi wyglądających tak, jakby przybyli z innego stulecia. Usłyszeć muzykę, która powstała ponad dwieście lat temu, a chwilę później zobaczyć, że zatrzymują się przy niej dzieci, młodzież, mieszkańcy miasta i turyści z różnych części świata.
Tak właśnie kultura przestaje być czymś zamkniętym w muzealnej gablocie.
Zaczyna żyć.
W sierpniu 2026 roku Gdańsk po raz kolejny pokazał, jak można wykorzystać historię miasta, muzykę i talent artystów, aby stworzyć wydarzenie będące jednocześnie spotkaniem ze sztuką, edukacją i dziedzictwem.
Od 16 do 22 sierpnia odbywał się XXI Międzynarodowy Festiwal Mozartowski Mozartiana. W ciągu siedmiu dni w wydarzeniach uczestniczyło ponad 200 artystów z Polski i zagranicy, a koncerty, spektakle i wydarzenia plenerowe odbywały się w trzech wyjątkowych przestrzeniach Gdańska: Dworze Artusa, Parku Oliwskim i Archikatedrze Oliwskiej. Organizatorem festiwalu był Polski Chór Kameralny Schola Cantorum Gedanensis, a jego pomysłodawcą jest prof. Jan Łukaszewski.
I właśnie sposób, w jaki kultura została tu pokazana, wydaje nam się szczególnie wart zapamiętania.
Nie wystarczy powiedzieć młodemu człowiekowi: „to jest ważne”
Możemy przez lata powtarzać dzieciom i młodzieży, że należy poznawać historię, słuchać wybitnej muzyki, odwiedzać zabytki i szanować dziedzictwo.
Ale znacznie skuteczniej jest sprawić, aby człowiek sam chciał się zatrzymać i zapytać: „co tutaj się dzieje?”
Na ulicach pojawiają się postacie w XVIII-wiecznych stylizacjach. Zabytkowa przestrzeń miasta staje się scenografią. Muzyka wychodzi poza tradycyjne sale koncertowe. Historia przestaje być tylko datą, nazwiskiem i fotografią w książce.
I nagle ktoś, kto jeszcze chwilę wcześniej nie planował kontaktu z muzyką klasyczną, staje się jej odbiorcą.
Być może dziecko zapyta rodzica, kim był Mozart.
Być może nastolatek po raz pierwszy zainteresuje się instrumentem.
Ktoś inny zechce wejść do Dworu Artusa albo dowiedzieć się czegoś o historii Gdańska.
A turysta przyjeżdżający z zagranicy zapamięta Polskę nie tylko poprzez zabytki, ale jako kraj, który potrafi twórczo i nowocześnie opowiadać o kulturze.
I właśnie wtedy wydarzenie artystyczne zaczyna pełnić również rolę edukacyjną.
Miasto może być wielką otwartą szkołą
Z punktu widzenia działań Fundacji Inwestycje w Rozwój Kapitału Ludzkiego jest to szczególnie interesujące.
Od lat zwracamy uwagę na znaczenie rozwijania talentów, twórczości, edukacji poprzez sztukę oraz ochrony i popularyzowania dziedzictwa kulturowego.
Bo dziedzictwo nie przetrwa tylko dlatego, że coś zostało kiedyś zapisane w podręczniku.
Przetrwa wtedy, kiedy następne pokolenie uzna je za swoje, ciekawe i warte poznania.
Dlatego tak wartościowe są pomysły, które łączą kilka światów: muzykę z historią, zabytek z żywym wydarzeniem, wielkich mistrzów z młodymi odbiorcami, tradycję z nowoczesnym sposobem jej prezentowania.
Mozartiana robiła właśnie to.
W programie znalazły się nie tylko koncerty kameralne i symfoniczne, lecz również opera plenerowa, projekty zestawiające Mozarta z tradycjami innych regionów Europy oraz wydarzenia przygotowane specjalnie dla najmłodszych. W Parku Oliwskim zaprezentował się nawet Teatr Marionetkowy Cesarskiego Pałacu Schönbrunn z Wiednia ze spektaklem opartym na „Uprowadzeniu z seraju”.
To ważny element całej idei.
Kontakt z kulturą można rozpocząć bardzo wcześnie – pod warunkiem, że potrafimy podać ją w sposób, który zaciekawia, zamiast onieśmielać.
Talent potrzebuje wzorów
Jest jeszcze jeden aspekt takich wydarzeń, który szczególnie chcemy podkreślać jako Fundacja.
Młody człowiek potrzebuje wzorów.
Nie tylko informacji, że „warto rozwijać talent”, lecz możliwości zobaczenia ludzi, którzy przez lata pracy zamienili własne predyspozycje i pasję w mistrzostwo.
Podczas Mozartiany 18 sierpnia w Dworze Artusa odbył się jeden z koncertów cyklu „Mozart Kameralnie”. Wystąpili pianista Paweł Kowalski, waltornista Krzysztof Stencel oraz trio Reed Connection: Michał Mogiła – obój, Jarosław Podsiadlik – klarnet i Rafał Dołęga – fagot.
W programie znalazły się Sonata fortepianowa C-dur KV 330, Divertimento B-dur KV 439 oraz Kwintet fortepianowy Es-dur KV 452.
Można oczywiście wymienić tytuły utworów i nazwiska wykonawców.
Ale dla edukacji ważne jest coś jeszcze.
Za każdym takim występem kryją się lata ćwiczeń, nauki, prób, porażek, kolejnych prób i konsekwencji.
Kiedy młody człowiek widzi pianistę, muzyka orkiestry, aktora, malarza, fotografa, tancerza czy rzemieślnika na najwyższym poziomie, warto mu powiedzieć:
talent jest początkiem. Mistrzostwo powstaje dzięki pracy.
Promowanie wybitnych twórców ma więc znaczenie większe niż sama promocja artysty. Pokazuje kolejnym pokoleniom, dokąd może prowadzić rozwijana przez lata pasja.
Pięć instrumentów, pięć głosów i lekcja współpracy
Szczególnie ciekawym punktem wspomnianego koncertu był Kwintet fortepianowy Es-dur KV 452.
Fortepian, obój, klarnet, waltornia i fagot nie tworzą tutaj tła dla jednego najważniejszego instrumentu.
Prowadzą dialog.
Jeden przejmuje myśl drugiego. Melodia przechodzi pomiędzy muzykami. Każdy posiada własny głos, ale dopiero słuchanie pozostałych pozwala stworzyć całość.
Można potraktować to również jako niezwykle prostą lekcję współpracy.
Nie trzeba rezygnować z własnej indywidualności, aby stworzyć coś wspólnie.
W sztuce, nauce, kulturze, organizacjach społecznych i zwyczajnym życiu ta zasada pozostaje równie aktualna.
A potem wystarczy podnieść wzrok
Bo koncert odbywał się nie w przypadkowej sali.
Dwór Artusa jest jednym z najbardziej reprezentacyjnych zabytków Gdańska, a jego początki sięgają XIV wieku. Przez stulecia był m.in. siedzibą bractw mieszczańskich, domem kupieckim oraz miejscem spotkań miejskich elit. Odbywały się tam uczty, wydarzenia, spotkania i koncerty.
I właśnie tutaj pojawia się niezwykle ważna możliwość edukacyjna.
Człowiek przychodzi posłuchać muzyki.
A wychodzi również ze spotkania z architekturą, historią miasta, dawnym rzemiosłem artystycznym i opowieścią o ludziach, którzy żyli w tym miejscu setki lat wcześniej.
Jedno wydarzenie otwiera drzwi do wielu dziedzin wiedzy.
To edukacja interdyscyplinarna w najbardziej naturalnej postaci.
Dziedzictwo nie oznacza zamknięcia się w przeszłości
Mozart był Austriakiem. Jego muzyka należy dziś do europejskiego i światowego dziedzictwa.
Ale sposób, w jaki zaprezentowano ją w Gdańsku, pozwolił jednocześnie opowiadać o polskich artystach, historii naszego miasta, jego zabytkach i polskich tradycjach regionalnych.
Jednym z projektów tegorocznej edycji był przecież „Mozart w Beskidach”, łączący muzykę klasyka z tradycjami muzycznymi Beskidu. Festiwal zestawiał również twórczość Mozarta z kulturą Sardynii.
To bardzo cenna wskazówka także dla współczesnej edukacji kulturalnej.
Chronić dziedzictwo nie oznacza zamykać go pod kluczem.
Można pozwolić mu spotykać się z innymi kulturami, prowadzić dialog i inspirować kolejne pokolenia.
W ten sposób młody człowiek uczy się jednocześnie własnej kultury i szacunku do kultury innych narodów.
Kultura jest również wizytówką Polski
W przypadku miasta tak chętnie odwiedzanego przez turystów zagranicznych jak Gdańsk znaczenie takich przedsięwzięć jest jeszcze większe.
Turysta może zrobić zdjęcie Neptuna, przejść Długim Targiem i pojechać dalej.
Ale może również trafić na miasto, w którym historia dzieje się na jego oczach.
Spotkać artystów.
Usłyszeć muzykę.
Wejść do zabytkowego wnętrza.
Zobaczyć rodziny z dziećmi uczestniczące w wydarzeniu.
I zabrać ze sobą obraz Polski jako kraju, który zna wartość własnego dziedzictwa, ale jednocześnie pozostaje otwarty na świat.
To również jest promocja kraju.
Nie reklamowym sloganem, lecz doświadczeniem, które człowiek zapamiętuje.
Najważniejsze pytanie brzmi: co zostawimy następnym pokoleniom?
Dokumentujemy takie inicjatywy również dlatego, że kultura potrzebuje pamięci.
Za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat fotografie, artykuły, nagrania i wspomnienia będą świadectwem tego, jak nasze pokolenie dbało o sztukę, historię i rozwój talentów.
Możemy pozostawić następnym pokoleniom same zabytki.
Ale możemy pozostawić coś więcej:
przekonanie, że warto być ciekawym świata.
Że warto rozwijać talent.
Że sztuka nie jest luksusem dla wybranych.
Że historia może fascynować.
Że własną kulturę warto poznawać, pielęgnować i z dumą pokazywać innym.
Dlatego szczególnie cenimy działania, w których kultura wychodzi do człowieka.
Na ulicę. Do parku. Do dzieci. Do rodzin. Do mieszkańców. Do turystów.
Bo być może ktoś zatrzyma się przy muzyce tylko na pięć minut.
A właśnie od tych pięciu minut zacznie się zainteresowanie, które pozostanie z nim przez całe życie.
I być może właśnie wtedy rodzi się przyszły artysta, muzyk, badacz, twórca albo po prostu świadomy odbiorca kultury.
A to jest inwestycja w kapitał ludzki w najpiękniejszym znaczeniu tego słowa.
Artykuł przygotowała Joanna Krupa









